Na bieszczadzkim szlaku – Tarnica

Wizytówką Bieszczadów są piękne krajobrazy. Góry porośnięte lasami i rozległe połoniny przyciągają, zwłaszcza w lecie, tłumy turystów pragnących odetchnąć na łonie dzikiej natury. Na piesze wędrówki Polacy wybierają najczęściej dwie ścieżki – z Wołosatego na Tarnicę oraz z Przełęczy Wyżnej na Połoninę Wetlińską. Również i my będąc w Bieszczadach zdobyliśmy ich najwyższy, polski szczyt – Tarnicę, a to nie obyło się bez śniegu i przygód.

Wędrówkę rozpoczynamy z samego rana z parkingu w miejscowości Wołosate, gdzie zostawiamy samochód. Jest na tyle wcześnie, że na miejscu nie ma nikogo, kto mógłby pobrać od nas opłatę za parkowanie. Również przy wejściu na szlak powinniśmy zapłacić, tym razem za wejście na ścieżkę, ale ponownie kasa świeci pustkami. Nie zważając na to wchodzimy na szlak. Cel widać wyraźnie przed nami. Jako, że jest kwiecień to liczymy, że na szlaku będzie w miarę pusto.

Już na samym początku mamy szczęście i spotykamy na naszej drodze salamandrę plamistą! Kolory ma niesamowicie intensywne. Udaje się zrobić jej kilka zdjęć zanim się spłoszy. Chwilę później, tuż przy wejściu do lasu, naszym oczom ukazuje się piękna sarenka, która ucieka gdzie pieprz rośnie zanim w ogóle pomyślimy słowo “aparat”. Zdjęcia zatem nie udaje się zrobić, ale wspomnienie bliskiego spotkania jest.

Szlak na początku nie jest w ogóle wymagający. Nie spieszymy się. Idziemy powoli, ciesząc oko przyrodą, a nos rześkim powietrzem. Co chwilę zatrzymujemy się też żeby coś sfotografować, przez co nasze wyjście na szczyt znacznie się opóźnia i pozostali turyści zaczynają nas doganiać.

Im wyżej, tym stromiej. O ile nie jest dla nas problemem pomęczyć się trochę pod górkę, o tyle wychodzenie na równi pochyłej po grubej warstwie śniegu sprawia lekkie problemy. Śnieg zaskakuje nas w nieco wyższych partiach, przy wyjściu z lasu. 

Jesteśmy już na przedostatniej prostej, zbliżamy się powoli do Przełęczy, skąd można wybrać dalej żółty szlak na Tarnicę lub pójść w dalszą górską wędrówkę.

Dochodzimy do Przełęczy na wysokość 1275 m n.p.n., skąd już tylko 15 minut marszu dzieli nas od szczytu. W międzyczasie oglądamy ścieżkę prowadzącą na Halicz i Przełęcz Bukowską, gdzie chcemy iść po zdobyciu Tarnicy i… obydwoje zapadamy się w wysokiej do kolan warstwie śniegu. Z dalszej wędrówki będziemy musieli niestety zrezygnować ze względu na brak odpowiedniego ekwipunku do takich warunków i ryzyka zakopania się w zaspie.

Ruszamy dalej, idąc bardzo ostrożnie po ośnieżonej ścieżce. Po zakopanych słupkach wyznaczających szlak widzimy jak duża warstwa białego puchu zalega jeszcze pod szczytem.

Wreszcie osiągamy nasz cel – najwyższy szczyt polskich Bieszczadów mierzący 1346 m n.p.m. Na górze znajduje się charakterystyczny krzyż, parę ławeczek i panorama gór, która przy tak przejrzystym niebie, jak to mówią, zapiera dech w piersiach. Takiego wiatru, jaki szaleje na szczycie, nie powstydziliby się nawet Islandczycy, ale my twardo przysiadamy na ławeczce na małą przekąskę i timelaps.

Na Tarnicę zdecydowanie warto się wybrać, ale warto pamiętać o kilku, być może bardzo oczywistych, szczegółach, aby nasza wędrówka była czystą przyjemnością a nie staniem w kolejce na szczyt.

Po pierwsze, im wcześniej tym lepiej. My w Wołosatem stawiliśmy się trochę po 6 rano i całkiem możliwe, że byliśmy pierwszymi, a już na pewno jednymi z pierwszych, wędrowcami na niebieskim szlaku. Dzięki temu udało nam się również przeżyć bliskie spotkanie z salamandrą oraz sarną, których nie spłoszyły jeszcze grupy ludzi. W drodze na szczyt nie staliśmy w żadnych korkach i mieliśmy również możliwość zrobienia pięknych zdjęć, na których nikt nie wchodził w kadr. 

Po drugie, najlepiej wybrać się poza sezonem. Naszą wyprawę zorganizowaliśmy wczesną wiosną, w tygodniu. Choć i to nie sprawiło, że szlak był całkiem opustoszały. W drodze powrotnej widać było już znacznie więcej ludzi niż z samego rana i już parokrotnie musieliśmy przystanąć, żeby bezpiecznie minąć się z wędrowcami na wąskiej ścieżce pod szczytem. 

No i warto też wziąć pod uwagę warunki pogodowe. Wczesną wiosną, mimo pięknej i ciepłej pogody, w wyższych partiach gór wciąż leży śnieg.

Tyle ze wskazówek praktycznych, a tymczasem zapraszamy na krótki vlog z powyższej wyprawy 🙂

Więcej o Bieszczadach
Nad Jeziorem Solińskim

Podróży przez Bieszczady ciąg dalszy. Prezentujemy jak wygląda wschód słońca nad Jeziorem Solińskim, gdzie kręcono jedną ze scen do serialu “Wataha” oraz gdzie w Bieszczadach spróbować dobrej, regionalnej kuchni 🙂 Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *