Islandia – Fiordy Zachodnie

Zapierające dech w piersiach widoki, rozkoszne maskonury i klimatyczne, odizolowane miasteczka u podnóży fiordów – wystarczająco argumentów, aby Fiordów Zachodnich nie pominąć podczas wizyty na Islandii. Prezentujemy najlepsze atrakcje tego regionu!

Klify Látrabjarg

Jedno z najpopularniejszych miejsc Fiordów Zachodnich i całej Islandii, głównie ze względu na pewnego małego jegomościa, wyglądem przypominającego krzyżówkę pingwina, kaczki i papugi. Mowa oczywiście o maskonurze!

Tego sympatycznego ptaszka spotkać można w postaci różnego rodzaju pamiątek na całej wyspie, jednak samego maskonura we własnej osobie już nie tak łatwo zobaczyć. Zamieszkuje on głównie wysepki dookoła Islandii oraz skaliste wybrzeża kraju. Można wybrać się na obserwację maskonurów łodzią (np. z miejscowości Stykkisholmur wypływają łodzie na Flatey) albo szukać ptaków w odpowiednich miejscach na lądzie. Jednym z takich miejsc są właśnie klify Latrabjarg – istne ptasie królestwo. Klify o długości 14 km i wysokie nawet do 441 m są domem dla wielu ptasich kolonii, przede wszystkim wspomnianych już uroczych maskonurów, ale także fulmarów, alek zwyczajnych czy nurzyków polarnych. Ptaki siedzą na klifach w ogromnych ilościach(nie muszę mówić skąd biały kolor skał?), a nasz gwiazdor maskonur daje się bez problemu obserwować, jak i również fotografować z bardzo bliska. Oprócz obecności ptaków, klify same w sobie są okazałe, rozpościera się z nich piękny widok na ocean (zostały uwzględnione na liście 10 najlepszych widoków na ocean według National Geographic – https://www.nationalgeographic.com/travel/top-10/ocean-views/|), no i tu też znajduje się najbardziej wysunięty na zachód punkt Islandii i Europy. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, z jedną uwagą, aby zachować szczególną ostrożność przy zbliżaniu się do niezabezpieczonych stromych krawędzi klifu. Ptaszki najlepiej podziwiać na leżąco lub w bezpiecznej odległości.

A tu mamy równie uroczą Alkę zwyczajną, która łypała na nas swoim czarnym okiem.

Valagil

Wąwóz znajdujący się na końcu fiordu Álftafjörður utworzony jest z warstw lawy, a pomiędzy jego ścianami spływa piękny, choć nieduży, wodospad, który widać już z drogi. Szczerze mówiąc, zanim wyruszyliśmy w drogę, o istnieniu Valagil nie mieliśmy pojęcia i nie wiem dlaczego nie natrafiliśmy na jego ślad podczas przygotowań do wycieczki. Gdy dotarliśmy do tego miejsca, to myśleliśmy, że dokonaliśmy super odkrycia – kolejny bardzo ładny, przyczajony i nieopisany nigdzie wodospad. A tu niespodzianka, szukając chociażby jego nazwy, okazało się, że nie jest w Internecie taki anonimowy 😉 Niemniej jednak, w naszym przewodniku nie ma o nim informacji. Dojście do wąwozu zajęło nam ok. 30 min.

Dynjandi

Czwarty co do wysokości wodospad Islandii (100 m), największy w Fiordach Zachodnich. Gdy jechaliśmy do niego wąską drogą wzdłuż wybrzeża, już z daleka było widać te rozszerzające się ku dołowi wodne serpentyny. Ten piękny kaskadowy wodospad trudno przeoczyć. Obowiązkowy punkt na trasie!

Rauðasandur

Ta złocista, dziesięciokilometrowa plaża to nie fatamorgana! Barwa tutejszego piasku, naniesionego przez fale oceanu, jest właściwie ruda (stąd też nazwa plaży), a laguna tym bardziej robi wrażenie, że plaże Islandii są czarne ze względu na wulkaniczne pochodzenie wyspy. Dodatkowo, na Rauðasandur na początku lipca ma miejsce festiwal muzyczny, który trwa trzy dni, przy plaży znajduje się francuska kafejka, a na samej plaży podobno można spotkać wylegujące się foki. Niestety tego ostatniego faktu nie jesteśmy w stanie potwierdzić ze względu na niesprzyjającą nam w dniu wycieczki pogodę. Cały dzień wisiały nad nami chmury, padał deszcz, w powietrzu unosiła się mgła, a żeby wejść wgłąb plaży zabrakło nam odpowiedniego obuwia. Dlatego piękne piaski podziwialiśmy jedynie z drogi. Jeśli wam pogoda dopisze to na pewno warto będzie przejść się wzdłuż plaży.

Ach, i na miejscu uważajcie na ptaki. Przy plaży gniazduje gatunek, którego nazwy co prawda nie znam, ale z autopsji wiem, że czasem atakuje ludzi, dlatego warto mieć ze sobą np. parasol i nieść go ponad głową (ptak celuje w najwyższy punkt). Naszym mechanizmem obronnym przed ptakami był wysięgnik.

Ísafjörður

Największe miasto Fiordów Zachodnich i jego centrum kulturalne. Znajduje się tu Muzeum Dziedzictwa Fiordów Zachodnich i dom kultury, organizowane są muzyczne i sportowe imprezy, a na przedmieściach jest nawet stacja narciarska. A to wszystko w tak pięknych okolicznościach przyrody. W Ísafjörður znajduje się też popularna na Islandii restauracja serwująca dania ze świeżo złowionych ryb i owoców morza – Tjöruhúsið.

Polacy stęsknieni za ojczyzną mogą zajrzeć do tutejszego polskiego sklepu.

Gvendarlaug

Są to naturalne gorące źródełka, znajdujące się w południowej części Standir, czyli rzadko zaludnionym wschodnim wybrzeżu Fiordów Zachodnich. Dokładniej rzecz biorąc, pod tą nazwą kryją się dwa źródła i basen.

Jedno z nich jest średniowieczne i nie wolno się w nim kąpać – jest to źródło biskupa Gudmundura Dobrego, o którym powstało wiele sag, i jego temperatura wynosi 42 stopnie. Uważa się, że źródło ma właściwości lecznicze, choć ilość glonów i czystość wody w środku pozostawia wiele do życzenia (no ale, w końcu to średniowieczny zabytek).

A gdzie zdjęcie samego źródełka? Wstyd, ale gdzieś nam przepadło 🙁

Tu możecie obejrzeć źródełka —> http://myvisitwestfjords.is/portfolio-items/gvendarlaug/

Nieopodal źródła znajduje się Muzeum islandzkiej Magii i Czarów, które jest otwarte od 15 czerwca do 31 Sierpnia. Wstęp – 600 ISK. Aczkolwiek my przyjechaliśmy tam w nocy, nie wiedzieliśmy, że wstęp jest płatny i sobie weszliśmy do środka.

Być może zainteresują was również gorące źródła w Drangsnes? Nie próbowaliśmy, ale wyglądają zachęcająco.

O nich mowa —> https://www.westfjords.is/en/what-to-see-and-do/places/for-the-children/drangsnes-hot-pots

Na swojej trasie poprzez Fiordy Zachodnie przejechaliśmy wiele urokliwych miasteczek otoczonych fiordami i wiele dróg, z których po prostu sam widok zachwycał. Dlatego właśnie na zakończenie chcieliśmy zaprezentować losowe zdjęcia z trasy, które, mam nadzieję, w choć małym stopniu oddadzą piękno islandzkich fiordów. Nie tylko dla maskonurów warto tutaj przyjechać…

Wyrzucony na brzeg i niszczejący statek Garðar BA 64.
Wyrzucony na brzeg i niszczejący statek Garðar BA 64.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *